piątek, 25 kwietnia 2014

Karol Zdechlik "Powtórne przyjście"

Zdechlik. Karol Zdechlik. To wielce szanowny jegomośc, o którego ostatnim wybryku literackim chciałabym tutaj skrobnać parę słów. Jego ostatnie opowiadnie nie tylko wstrząsneło mną, co było mozliwe do tak wielu interpretacji, że moja maszynka poznawczo-interpretacyjna ruszyłaaaaaa! A jej owocem pozostały sny o końskich głowach ganiających na samych tylko kościstych kręgosłupach.
Uwaga i uwaga raz jeszcze! Moje intepretacyje mogą się znacznie różnić od tych, które jakby to komisja egzaminacyjna nazwałą, autor miał na myśli. Jednakże, moje podobają mi się bardziej.

Karol Zdechlik to krnąbrna istotka, która złapać można na "Niedobrych literkach". Z tamtąd też zaczerpnęłam jego tekst, o którym dziś będzie: "Powtórne przyjście".
Jest to opowiadanko, którego jedyna chyba trafna charakterystyka została wstawiona przez Świętych Adminów NL.  Skrobne tutaj krótko, jak JA rozumiem to opowiadanie. Podkreślę to, co kazał mi podkreslic głosik w mojej głowie, przemilczę to, co mi poleci a co zrobię z resztą? Zobaczymy.

Po pierwszej lekturze opowiadania rzuca sie w oczy jego budowa. Dzieli się ono na dwa elementy: ten bardziej opisowy i ten bardziej dynamiczny. Jakkolwiek element opisowy zawiera w sobie ruch, i to ruch jakiejś ludzkiej (?) masy, to nie jest to takie przemieszczenie, które zmienia jakiekolwiek rozmieszczenie sił w układzie. Bezcelowośc ruchu wykonywanego przez wspomnianą masę w ten sposób świetnie podkreśla absolutny bezsens tego, czym tak na prawdę staje się "iście".
druga część natomiast zawiera dialogi. Może to banalne, ale wprowadzenie jakiejkolwiek naocznej dla czytelnika interakcji sprawia wrażenie mniejszej płynności tekstu, pozwala też przyjrzec się temu, czego nie wszystko jednak wiedzący, narrator trzecioosobowy chciał napisać. A może po prostu wszechwiedzący nie wie wszytskiego? Nawet w kontekście końca świata?

Poruszająca się masa aż się prosi o nadanie jej etykietki tych, którzy zmierzają gdzieś prowadzeni przez kogoś.  Religijność. No i jeszcze te wszechobecne wielkie litery na samym początku pewnych wyrazów o platońskiej mocy przebijania szaromasowej rzeczywistości. Wszytsko, co nadzwyczajne, ponaprzeciętne i platońskie dostaje złudną wielka literkę. Nazwy największych, zabitych dechami wioch równiez piszemy wielka literą... To, że coś z szacunku bądź neizrozumienie jego istoty, napisane jest nietypowo, nie oznacza, że warto po to sięgać, a już na pewno za tym podazać. Tym bardziej iść za czyms, czego się nie rozumie. Lub co gorsza, iść za czymś, czego zrozumieć się nie da.
Sprytnie wplecione tutaj odwołanie do pieśni sezonu, "Barki", podkreśla nie tylko negatywne nastawienie do chrześcijańskiego podejścia, ale ostro krytykuje wszytskie religie wrzucając je do jednego worka, w którym lądują wszyscy Wybrani i Wybrani By wybierać.
Krzyż. Mogłoby sić wydawac, że cięzko go zinterpretować inaczej, niż po katolicku, ale po przeczytaniu pierwszych akapitów jednak bardziej skłaniałam sie do bardziej biologicznej definicji. a może to ta maturka tak mi uderza do głowy? Tak czy inaczej, krzyż odczytany tutaj jako po prostu fragment kręgosłupa ciągnie za sobą ból w krzyżu; zmorę moherowych oblegów autobusowych oraz tych, którzy kłaniają się zbyt często, wyrzekając sie dumy przypisanej pojęciu człowieczeństwa.
"Gdzie jest krzyż!?"-chciałoby się zacząć krzyczeć, ale to nie takie wołanie jest kwintesencją tego, co najbardziej irytujące w ciemnej masie poruszanej falami radiowymi. Krzyż to tez skrzyżowanie. To uginanie sie bolącego krzyża pod samym sobą, który zgina sie, kłaniając się natrętnie.
W czasie dzisiejszej jazdy busikiem do domku z wielkich książkowych zakupów zrobiłam szybciutki szkic świata przedstawionego. I dostałam dwa pierścienie przecinające się w dwóch miejscach tak, że tworzą zarys kuli. Niestety, ze względów technicznych chwilowo nie mogę podzielić sie projektem.
I proszę bardzo! Mamy i krzyż i bezsens, czyli ciągle powracające problemy, pytania i ich rozwiązania oraz gryzące swój własny ogon religie wszelkiej maści. Obie belki krzyża (teraz, to już właściwie obręcze) tworzą autostradę głupoty, nasz własny, nowy, aczkolwiek nie nowoczesny "Wóz Siana", który nie zaprowadzi nas nigdzie, cały czas będziemy wracac do punktu wyjścia, zużywając drogocenną benzynę. Cóż, przynajmniej na tej polskiego pochodzenia autostradzie nie ma bramek...
Pokłony składane natrętnie mogą byc konstruktem pozycji społecznej, relacji międzyludzkich i uzyskania wymarzonego stanowiska (oczywiście, jesli nie aplikuje na nie równocześnie siostrzeniec szefa!).  Zdechlik ukazuje tez ich destrukcyjny, często pozbawiony jakichkolwiek oznak refleksji aspekt, który wysysa z nas indywidualność i wpasowuje nas tak, aby wszystkie barwy osobowości utworzyły razem szarość. I to taką, która nie będzie opierać się na kontraście, ale na przeciętności. Kult minimalnego rozstępu i odchylenie standardowego. Ot, takie zboczenie postpierwszosemestralne.
Podkrzyżowe postaci, szczególnie Fryderyk, przywoływały najpierw w mojej głowie zagościł Chopin. Dopiero chwilkę później przybył Nitzche i uporządkował maluśki rozgardiasz, w którym zagubiłam sie na chwilkę lub dwie. Czyliżby znowu Polak? Polska wybrana? Wielka? Wspaniała? NOPE. To nie ten Fryderyk, nie ta wizja Polskości. Zastanowił mnie jednak delikatnie fakt tego, dlaczego ja do jasnej anielki nie pomyślałam najpierw o innym Fryderyku. To troszkę dołujące, że najpierw pomyslałam akurat o tym, którego twórczość, a raczej po prostu określenie, że Chopin wielkim muzykiem był, wkładane mi było do głowy tek intensywnie, że wykorzeniło ze mnie pierwsze skojarzenie z szanownym filozofem.
Zabójstwo tego co było.
Apokalipsa. Koniec świata i biblijnie obiecane wskrzeszenie wszystkich umarłych.  wielkie odrodzenie istot mitycznych, które już były, ale życie ich zostało skrócone przez ludzką pychę i nieprzemyślane rozwiązania problemów dziś łatwiejszych do obeznania. I cóż, mitycznym stworom tez sie oberwało po respie. I co? Te stworki nigdy nie istniały? Gryfy i satyry to wymysł pogańskich ludów nieoświeconych dobrocia słowa bożego? Może tak powiecie im to prosto w oczy?
Przyapokaliptyczna wielka wędrówka ludów, nikt do końca nie wie gdzie i po co, ale trzeba iść... Po zbawienie czy dwa. Nie wiem. Podobno dają cos gratis.
Z tego tekstu bije romantyzmem. Te mityczne postaci, niezbyt jasne pojęcie życia i śmierci, bóg tak bardzo fajny, Polska narodem wybranym. A to wszystko tylko po to, by mieć co wyśmiewać. Karol Zdechlik w jednym opowiadaniu rozprawia się z romantyzmem, z którego staramy sie wyleczyć od samego jego początku i pomimo upływu czasu, jako narodowi, ciągle nie udaje nam sie tego zrobić. Przynajmniej nie tak dobrze, jak zrobił to Zdechlik. Bądźmy wszyscy Zdechlikami. Tego i sobie,  i Wam życzę.

Osobiście utwór ten odczytałam jako jeden wielki nihilizm doprawiony hejtem na wszytsko, co tworzy cokolwiek społeczeństwotwórczego: wspólny cel (bo dokądś wszyscy, jako masa zmierzają), religię (ach te krzyże), politykę i zależności społeczne (pokłony plus spowodowane nimi nawracające boleści krzyża) i Kozioł wie co jeszcze!

2 komentarze:

  1. tl;dr XD
    Dziękuję Ci uprzejmie i cieszę się, że Ci się podobało, miód na moje ego, ale przesadzasz. ;) Poza tym znamy się na żywo co stawia pod znakiem zapytania Twój obiektywizm. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm.. Powiem inaczej, skoro tknęło mnie to aż tak,żeby pokusić się o komentarz, to widocznie było to dobre. Znasz mnie dobrze i wiesz, że kitu nie wciskam. Podobało mi się. I tyle :) A kwestia naszej znajomości nie ma w takim razie wpływu na obiektywizm.
      No, ale nie ukrywam, że liczę na więcej! Postawiłeś sobie dosyć wysoko poprzeczkę, więc... czekam :D

      Usuń