W pierwotnym planie miałam najpierw skrobnąć recenzję całościową tego najsłodziachnowatowańszuściowatowaśniejszuśnego zbiorku pt. "Bizarro bazar", ale postanowiłam owy pomysł troszkę zmodyfikować. Nakłoniło mnie do tego tytułowe opowiadanie tejże notki.
Ukryte gdzieś przy końcu wspomnianej książki czekało na mnie! Moja ziemia obiecana! Powód boleści brzucha i nieprzyzwoicie szerokich uśmiechów rozdawanych otoczeniu, wydawać by się mogło, bez powodu.
Nad tytułem zapisanym charakterystyczną dla tomiku czcionką, widnieje autograf autora, który właścicielowi książki udało się jakoś zdobyć. Pismo autora wzbudziło we mnie zaskoczenie. Zbyt ładne i grzeczne. No i jeszcze ten tytuł... Nie wiedziałam do końca czego się spodziewać. Miałam nadzieję, że to nie kolejne idiotyczne romansidło z gatunku tych, które zalegają u mnie w domu naprzynoszone przez moja mamę. Szybko otrząsnęłam się jednak po przeczytaniu pierwszego zdania, a kąciki moich ust zwalczyły szybko grawitację.
Opowiadające opowiadanko opowiadając opowiada opowiadająco o panu, który uciął sobie nogę. :D
A tak dokładniej, to narrator opowiada jak to zrobił. Narracja pierwszoosobowa przy samookaleczaniu: zawsze spoko! Ale oczywiście, nie każde ryczenie nastolaty na pseudoblogu o tym jak to się cięła łyżeczką az do przecięcia naskórka jest fajne. Autor jednak użył mowy potoczej i szerokorozumianych wulgaryzmów. Tekst przypomina raczej jedną z ostro przerysowanych opowieści w czasie mocno zakrapianej imprezy. Jednak na ta bajeczkę, ciężko będzie wyrwać jakąkolwiek dzierlatkę (chociaż po przeczytaniu tego tekstu, niezwłocznie skontaktowałam sie z właścicielem książki by oznajmić mu, że "nosz kurna znowu!?" się zakochałam). Bardzo spodobało mi sie odwołanie do "Prusa" oraz rozwiązanie problemu scen pozornie niemożliwych (mówiąca, czy trzymająca coś noga). Świadczy to tylko i wyłącznie o tym jak bardzo popieprzony jest autor. W całości tekstu nie ma ani jednego zbędnego zdania. Każde kolejne pełni jakąś funkcję, która dopieszcza niemiłosiernie niegrzecznie i powoduje, że chce się czytać więcej. Każde kolejne zdanie jest kolejnym ugryzieniem, zatopieniem kłów w spasionym dupsku milionera: może wydawać się dziwne, ryzykowne i nieprzyjemne, ale za to jakie zabawne.
Chciałabym napisać, że jedyną wadą tego opowiadania jest to, iż jest zbyt krótkie, ale niestety, nie mogę. Stało sie tak dlatego, że opowiadanie to świetnie wpisuje się w regułę, którą autor zamieścił na końcu. Bizarro trzymające się reguł. Fascynujące.
Polecam ciepluśko! I nie ważne, czy ktoś potraktuje to jako opowiadanie jako instrukcje obługi piły mechanicznej, wzruszającą historie miłosną z happy-endem, czy zapis wewnętrznego monologu barowego bywalca, z pewnością wam sie spodoba! A ja już wiem z jakim tekstem pójdę na kolejny konkurs recytatorski...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz